Jak wygraliśmy walkę z łuszczycą u maleńkiej 10-miesięcznej Nadii | VIMED

Jak wygraliśmy walkę z łuszczycą u maleńkiej 10-miesięcznej Nadii

FB
IN
YT
YT

Zaledwie 10-miesięczna Nadia trafiła do CM VIMED z zaawansowaną łuszczycą, która niemal całkowicie pokrywała jej drobne ciało, sprawiając ból i hamując naturalny rozwój dziewczynki. Jej rodzice wykorzystali już wszelkie dostępne sposoby, by pomóc córeczce. Jednak żaden z powszechnie stosowanych protokołów leczenia łuszczycy u dzieci nie przyniósł rezultatu w przypadku Nadii.

Specjaliści Vimedu zaordynowali małej Pacjentce kilkuetapową Terapię Fenotypową, precyzyjnie dobraną do potrzeb dopiero rozwijającego się systemu immunologicznego niemowlęcia. Spektakularne rezultaty terapii pojawiły się nadspodziewanie szybko, przynosząc Nadii wyraźną ulgę i powrót do codziennej, radosnej aktywności małego dziecka poznającego świat. Przypadek Nadii jest dowodem na to, że testy cytotoksyczne na nietolerancje pokarmowe i spersonalizowana Terapia Fenotypowa są obecnie najskuteczniejszą formą naturalnego leczenia zaawansowanej łuszczycy.

Mama Nadii:
Nazywam się Anna Sawicka. Nadia się urodziła 10 miesięcy temu. Przez pierwsze 3 miesiące była u nas w domu wielka radość. Nadia fantastycznie nam się rozwijała, była piękna.

Po 3 miesiącach jej życia zauważyłam pierwsze zmiany na kolanku. Wydawały się te zmiany takie niepokojące. Skonsultowałam je z pielęgniarką: jedna powiedziała, że to jest zakażenie grzybicze, a druga, że to jest egzema. Nie wiedziałam, kogo słuchać, obserwowałam dalej.

Niektóre osoby, patrząc z boku, mówiły, że nic się nie dzieje. Z czasem zaczęłam zauważać kolejne zmiany: pierwsza się pojawiła na kolanku, później się pojawiły na rączkach. Zauważyłam też pierwsze objawy suchej skóry na policzkach i zaczęło mnie to bardzo niepokoić. Oczywiście telefon do domu, do tych osób, które już mają dzieci, do bardziej doświadczonych mam. Zaczęło mnie niepokoić to, że – wiadomo, żadna z tych osób nie była specjalistą – ale zaczęły te osoby do mnie mówić, że to może być alergiczne. I tutaj zaczęło być u mnie przerażenie, dlatego że ja bardzo dbałam o swoje zdrowie. Zawsze bardzo dbałam o dietę, nie jadłam cukru, jadłam bardzo prosto i bardzo zdrowo. Wszystko przygotowywałam sama. W mojej diecie było bardzo dużo warzyw, bardzo dużo kasz, soków. WIęc byłam przerażona, że tyle dbałości o swoje zdrowie, a u dziecka występują jakiekolwiek problemy. A tak naprawdę wszystko wcześniej robiłam po to, żeby moje dziecko – bo my planowaliśmy już wcześniej z mężem dziecko – żeby mój organizm był już teoretycznie wcześniej przygotowany pod ciążę i pod dziecko. I wybrałam oczywiście karmienie piersią, bo to jest najlepsze, co mogę dziecku dać.

Próbowałam to leczyć naturalnie i nic nie skutkowało! Później sytuacja się na tyle pogorszyła, że wylądowałyśmy w szpitalu. W szpitalu powiedzieli, że to jest egzema i żeby się nie martwić, bo dzieci wyrastają. A Nadii ciało zaczęło być pokrywane coraz bardziej – całe! W szpitalu zalecili emolient. Po posmarowaniu dziecka emolientem – dopiero wtedy zaczęły się duże problemy. Skóra Nadii calutka się pokryła zmianami i była bardzo sucha. Przed emolientem nie była aż w takim złym stanie jak po emolientach. Nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Byliśmy zagranicą, więc postanowiliśmy jak najszybciej wracać do kraju.

W kraju oczywiście poszliśmy do lekarza. Zmiany były już na tyle poważne, że Nadia miała już nie tylko zmiany na ciele i na twarzy. Zaczęły się pojawiać zmiany na twarzy takie, że skóra na twarzy zaczęła nadii schodzić. Ta skóra się nie goiła. I mimo zaleceń pediatry naszego – był antybiotyk i wszystko, leczenie miejscowe, nic nie działało.

Dopiero później, jak już byliśmy przerażeni z tym, co się dzieje: że antybiotyki nie działają, jakieś sterydy nie działają… Nie działało nic! Było wręcz coraz gorzej. Każdego dnia było gorzej. Byliśmy przerażeni. Nasze relacje zaczęły się pogarszać – ze strachu o Nadię.

Ja jestem zwolenniczką metod naturalnych i chciałam z tego Nadię wyprowadzić naturalnie, żeby jej nie szkodzić. Mąż widział, co się dzieje – że sytuacja zaczyna zagrażać życiu Nadii. Próbował ją ratować choćby tymi miejscowymi sterydami. Jednak widziałam, że to nie działa. I później już było tak źle, że mąż znalazł na stronie w internecie właśnie Vimed. I postanowiliśmy jak najszybciej przyjechać do Vimedu i skonsultować Nadię. Tutaj na stronie przeczytaliśmy, że Vimed leczy naturalnie – ma holistyczne podejście i że naturalnie można dziecku pomóc. Więc przyjechaliśmy i po konsultacji z panią dietetyk, panią Małgosią, która zaleciła nam zrobić badania. Oczywiście też pani Małgosia nas tutaj pocieszyła, że to jest problem, z którym sobie poradzimy naturalnie, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ jestem – tak jak wcześniej wspominałam – zdecydowaną zwolenniczką metod naturalnych. Ponieważ tak jak mówi Hipokrates: metody naturalne leczą, jedzenie może leczyć.

Postanowiłam z mężem zaufać temu, co tutaj w klinice robią i zrobiłam wszystko z mężem pod zalecenia pani Małgorzaty, pani dietetyk. I okazało się to bardzo trafne. Oczywiście pani Małgosia też zaleciła komory hiperbaryczne. I na drugi dzień po wizycie u pani Małgorzaty już mieliśmy wyniki badań – moich. od tego dnia wiedzieliśmy, co szkodzi mi, a co mogę bezpiecznie spożywać.